Jak gotować i nie marnować

Podejmij z nami wyzwanie zero waste

Sylwia Majcher, autorka książek kulinarnych „Gotuję, nie marnuję”, „Wykorzystuję, nie marnuję” i propagatorka idei zero waste w kuchni i w życiu przygotowała dla nas kolekcję przepisów. Opowiada nam jak podjąć wyzwanie zero waste i zwracać uwagę na nasze codzienne wybory związane z jedzeniem i zakupami.

O co chodzi z zero waste? Czy to chwilowa moda, czy sposób na życie?
Sylwia Majcher: Zero waste to droga do niemarnowania. Próba wyeliminowania jednorazowych, zalewających nas od pewnego czasu rzeczy i powstrzymania lawiny śmieci, jakie wytwarzamy. Na świecie wyprodukowano już więcej plastiku niż ważą wszyscy ludzie. Tylko niespełna 10% tworzyw sztucznych ma szansę na recykling. Otaczamy się nadmiarem, który zaczyna nas przytłaczać. Staliśmy się wygodni i często nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji, jakie mają nasze codzienne wybory. Jedna wyrzucona kanapka z serem to strata 70 litrów wody. A jej zasoby mamy mniejsze niż Egipt. Moje zero waste to też troska o naturę i szansa na posprzątanie bałaganu, jaki jej zafundowaliśmy. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które dokonało takiej dewastacji środowiska i ostatnim, jakie ma szansę to naprawić. Działać możemy wszędzie. Porządki możemy zrobić wszędzie. Najłatwiej zacząć od kuchni.

Dlaczego Pani postanowiła być zero waste i propagować tę ideę?
- Zrobiłam to dla moich dzieci. Mam ich dwoje i chcę, żeby miały szasnę pływać w czystym morzu, by nurkując w wodzie mogły zobaczyć ryby, a nie plastik. Jeśli nic się nie zmieni w 2050 roku w oceanach będzie więcej jednorazowych śmieci niż zwierząt morskich. Mnie do celu prowadzi i mocno wspiera rodzinne doświadczenie. Moja babcia przeżyła wojenną zawieruchę i borykała się z brakiem jedzenia. Te traumatyczne doświadczenia sprawiły, że w swojej kuchni niczego nie marnowała. Kreatywnie żonglowała składnikami, kompostowała resztki, skorupki jajek wykorzystywała do nawozu dla kwiatów. Babcia Stasia była mistrzynią kulinarnej improwizacji i łączenia składników w nieoczywiste duety. Gdy nie miała pomidorów do pizzy, serowała ją z wiśniami. Szykowała wyśmienite przyjęcia, dojrzałe owoce przed zmarnowaniem ratowała w maślanych plackach, z obierków ziemniaków piekła rewelacyjnie chrupiące chipsy, które dziś ja robię swoim dzieciom. Ideologię Zero Waste odziedziczyłam najwyraźniej w genach i staram się dobrze korzystać z tego bagażu doświadczeń.

Czy każdy może być zero waste?
– Oczywiście i każdy powinien zrobić ten krok w kierunku niemarnowania. Dla siebie, swoich bliskich, środowiska. Niezależnie od motywacji warto działać i podejmować wyzwanie. Każdy nawet najmniejszy krok ma znaczenie, bo powtórzony przez tysiące ludzi tworzy ogromny efekt. A tego nam dziś potrzeba, żeby oddychać czystym powietrzem, nie borykać się z pogodowymi kataklizmami. Każda wyrzucona rzecz do nas wraca. Plastikowa butelka będzie rozkładała się 500 lat na wysypisku i emitowała do atmosfery szkodliwe gazy. Podobnie ubrania trafiające na śmietnik, czy jedzenie. W koszach Polaków ląduje 9 milionów ton żywności. Tiry wypełnione naszymi niewykorzystanymi resztkami mogłyby 22 razy okrążyć Ziemię. Jedna z 3 toreb, jakie przynosimy ze sklepu trafia do kosza. Bo mija termin ważności kupionego jedzenia, nie mamy pomysłu, co z niego zrobić, kupujemy za dużo. Plan naprawczy jest w naszych rękach i głowach. Mniej często znaczy paradoksalnie więcej. Czasu, energii, pieniędzy. To także zysk dla natury.

Od czego zacząć bycie/działanie na rzecz zero waste?
– Od audytu. Swojej szafy, lodówki, kuchennych szuflad. Najpierw trzeba zrobić porządki i pozbyć się rzeczy, których nie używamy. Z badań wynika na przykład, że 80% ubrań nie nosimy. Można się nimi podzielić, zorganizować wyprzedaż. Oczyścić przestrzeń wokół. To zmienia perspektywę i pozwala zauważyć bez ilu rzeczy jesteśmy w stanie komfortowo funkcjonować.
W kuchennym zero waste dobrze jest robić listę zakupów, planować posiłki, właściwie układać produkty w lodówce, wyjmować wędliny czy ser z plastikowych opakowań, świeże miękkie zioła wkładać szklanki zimną wodą – te wszystkie drobne zabiegi przedłużą świeżość produktów. Przed zakupami warto zaglądać do lodówki, niech ona będzie sklepem pierwszego wyboru. Z kilku składników można ugotować dobry obiad. Potrzeba jedynie nieco kulinarnej brawury i szczypty kreatywności.

Jak gotować, żeby nie marnować?
– Powodów marnowania jest sporo. Dostępność rozmaitych produktów, która powoduje, że kupujemy za dużo, niskie ceny, uleganie promocjom, wybieranie jedynie idealnych warzyw czy owoców. Każdy powinien zastanowić się, dlaczego wyrzuca jedzenie i opracować swój plan naprawczy. Czasami wystarczy zmienić perspektywę. Na warsztatach i szkoleniach, jakie prowadzę, zawsze namawiam do dawania szansy pomarszczonym składnikom. Tym też kierowałam się przygotowując przepisy do kolekcji na Cookidoo®. By nie marnować, nie można kierować się pierwszym wrażeniem. Dzięki pomocy urządzenia Thermomix® dojrzałe, miękkie pomidory idealnie odnajdą się w sosie, który wymieszany z makaronem będzie świetną obiadową propozycją. Czerstwy chleb, zamiast wyrzucać do śmietnika można wymieszać z innymi składnikami i zmienić w kuszące ciasto, z liści kalafiora można usmażyć genialną przystawkę. Zwiędnięta sałata zmieni swój wizerunek ukręcona w koktajlu albo upieczona z miodem w piekarniku. Zachęcam do wykorzystywania warzyw w całości – od trzonka do korzonka. Liście, skórki – one też mają potencjał. Można z nich przygotowywać koktajle, suszyć je, robić napary i kompoty. Warto je doceniać i sporo oszczędzać. Przeciętna polska czteroosobowa rodzina wyrzuca co roku do śmietnika jedzenie o wartości 2500 złotych. Te pieniądze mogą zostać w naszym portfelu.

Przejdź do kolekcji

Od ponad 130 lat oferujemy nowoczesne, innowacyjne i niezwykle trwałe produkty, z których skorzystały już miliony rodzin.